piątek, 25 stycznia 2013

Partnerstwo władzy nie po drodze!



Wczoraj odbyła się w Sejmie debata o związkach partnerskich. Słuchając wypowiedzi p.osłanek i p.osłów tzw. prawicy, ich pseudofilozoficznych nonsensów, mocno się przeraziłem i długo nie mogłem po tym zasnąć. Może się wydawać, że kwestia związków partnerskich bezpośrednio mnie nie dotyczy, ponieważ żyję w szczęśliwym małżeństwie (mam nadzieję, że moja żona też). Przeraziło mnie jednak, po pierwsze, że ludzie, których rolą jest jedynie zapewnienie nam stabilnych i bezpiecznych warunków do życia mówią nam jak powinniśmy a jak nie powinniśmy żyć! Po drugie, równie przerażające, z ich argumentami nie da się polemizować  – są tak absurdalne, jak dialog muchy z nietoperzem o dziełach Picassa.

Weźmy na początek wypowiedź posła Tadeusza Woźniaka: „Homoseksualizm od wieków uważa się za poważne zepsucie. Propagatorzy homoseksualizmu podjęli podstępną próbę zrównania związków homoseksualnych z heteroseksualnymi” (cyt. za gazeta.pl). Pomijając już to, że ustawa nie dotyczy jedynie związków homoseksualnych, na usta ciśnie mi się taka oto odpowiedź dla posła Woźniaka: Panie p.ośle, przez całe wieki Ziemię „uważało się” za płaską. Przez całe wieki „uważało się” też, że upuszczanie krwi jest lekiem na wszystkie choroby… Nie bardzo też rozumiem o co panu chodzi z tym zrównywaniem. Domyślam się, że chodzi o zrównywanie praw (bo jak zrównać związki? walcem drogowym?). Ale przypominam, że żyjemy w demokratycznym państwie, w którym to konstytucja gwarantuje równość obywateli wobec prawa.

Oo, to jest mocno intrygujące: „Dekalog jest podstawą dla wszystkich prawników. Tam jest napisane: Nie pożądaj żony bliźniego swego, a nie partnera swego” (Kazimierz Ziobro, cyt. za gazeta.pl). Popatrz… a ja naiwnie myślałem, że podstawą dla prawników jest ustanowione i skodyfikowane prawo. Hmmm, to może pozbądźmy się wszystkich kodeksów – karnego, cywilnego, drogowego… ba!, na cholerę nam konstytucja? Od dziś na każdym wydziale prawa studenci powinni wkuwać biblię na pamięć! Boję się tylko, że skończy się to przywróceniem kamienowania. O pozytywizmie prawniczym chyba ten Ziobro nie słyszał a podobno takie trudne te studia są.

A teraz moje ulubione, zacytuję tylko fragment bo reszta to już jakiś kompletny bełkot: „Zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą.” (Krystyna Pawłowicz za gazeta.pl). Co to znaczy, że coś jest „zgodne” z naturą? Przecież wszystko, co się w niej wydarza, każde zdarzenie, jakie miało miejsce we Wszechświecie, czy to w skali planetarnej, czy biologicznej jest zgodne z naturą bo inaczej by się ono nie wydarzyło! Jeśli się wydarzyło, to przecież w naturze, co nie? Bo gdzie indziej?

Nie istnieją też jakieś konieczne, niezmienne „prawa” natury – wszystko, co jesteśmy w stanie stwierdzić przez obserwację świata, to że w przyrodzie mają miejsce pewne powtarzalne sytuacje, „nawyki”. Np. to, że jabłko spada na ziemię. Ale nie zawsze tak musi być. Fizycy dopuszczają możliwość istnienia Wszechświatów, w których mogą obowiązywać zupełnie inne „nawyki przyrody”. Zresztą można powiedzieć, że homoseksualizm (choćby istniał tylko u ludzi) jest takim „nawykiem przyrody” w naszym świecie, tylko nieco rzadszym.

Potocznie przez „prawa natury” rozumiemy więc pewne regularności, schematy (modele) które są umowne – nasz umysł je wyróżnia (tworzy i nakłada na rzeczywistość) z pośród innych możliwych. Ale np. układ nerwowy nietoperza wyróżnia już nieco inne. Koncepcja praw naturalnych to jedno wielkie filozoficzne nieporozumienie. Jeśli ktoś jest tym szerzej zainteresowany, polecam sięgnąć na początek do Davida Hume’a.

Na koniec coś, z czego mało nie umarłem ze śmiechu, pomimo że wciąż byłem i jestem przerażony głupotą i fanatyzmem płynącym z tych wszystkich wypowiedzi. W zasadzie to był trochę taki śmiech pomieszany z lękiem. Uwaga… „Nie ma przecież wątpliwości, że pomiędzy dwoma mężczyznami albo dwiema kobietami może istnieć jedynie przyjaźń, nie miłość, a już zupełnie nie miłość małżeńska. To nie jest kwestia tylko religii, ale i biologii. Miłość małżeńska prowadzi do prokreacji, osoby tej samej płci nie mogą się rozmnażać, nawet teoretycznie” (Artur Górski, cyt. za gazeta.pl).

Jest pan pewien? A miłość między ojcem a synem lub matką a córką? To przecież miłość między dwiema osobami tej samej płci! No, ale po co ja się wysilam, przecież w „tradycyjnej” rodzinie najważniejsza jest kindersztuba, prawda? A miłość? Po co, jeszcze dzieciak wyrośnie na „homosia”… czy nie tak Panie p.ośle? I co pan do diabła rozumie przez miłość biologiczno – prokreacyjną? Miłość to miłość a prokreacja to prokreacja i kropka.

Dzisiaj jestem jeszcze bardziej przerażony i zawiedziony. Wygrał nonsens i fanatyzm.